Bądźmy w kontakcie:  kontakt@dziewczynawtrampkach.pl   

Ile musi znieść człowiek, by zacząć wszystko od nowa?

21 marca, 2022
Kategoria:
Małgorzata Kapuściak BLOG
Małgorzata Kapuściak

Wystarczy zobaczyć śmierć w oczach, być ofiarą zdrady, przemocy, przejść załamanie nerwowe, otrzeć się o depresję? A może musi stracić wszystko, aby się obudzić z iluzji zwanej życiem? A co jeśli doświadcza tego wszystkiego nie mając nawet 30 lat?

 

Cześć, nazywam się Małgorzata Kapuściak i witam Cię na moim blogu.

 

Dziś opowiem Tobie swoją historię. Tylko muszę Cię uprzedzić – nie będzie ona ani krótka, ani przyjemna. Będzie za to prawdziwa i prosto z serca. Kto wie, może odnajdziesz w niej SIEBIE? Sprawdź…

 

Wychowałam się w domu, w którym nie brakowało miłości, czułości i troski ze strony mojej mamy oraz jej rodziny. Za to brakowało mi taty, który poświęcałby mi swój czas. Bo mimo tego, że każdego dnia był obok mnie, jego nakazy, zakazy i bezustanna praca, jedynie oddalały nas od siebie. Ale nie ma co się dziwić – sam był wychowany właśnie w taki sposób. Bez okazywania uczuć, szacunku, zainteresowania. Jego rodzice nie angażowali się w jego życia, w moje też nie. Bardziej traktowali mnie, jak informatora, który dostarcza im tematy do plotek. Oczywiście jako dziecko nie byłam świadoma ich manipulacji i tego, że jak bezwzględnie potrafią wykorzystać moje słowa dla własnych celów...

 

Od 13 roku życia każde upalne lato spędzałam w sadzie, pracując z rodzicami przy zbiorach. To była prawdziwa lekcja życia, która pokazała mi: jak zarabia się pieniądze, na czym polega współpraca i czym jest odpowiedzialność. Mój tata widząc moje zaangażowanie, zawsze mi powtarzał: „Jesteś mądra, zaradna, w życiu dasz sobie radę”. Wtedy naiwnie myślałam, że to motywacja i słowa wsparcia z jego strony (pewnie taką miał intencję). Dziś wiem, że otrzymałam od niego obciążenie, które spowodowało u mnie chorobliwe ambicje. Niestety nikt nigdy nie wziął mnie za rękę i nie wyjaśnił, że jeśli coś mi nie wyjdzie, to zawsze mam jeszcze drugą szansę. Albo i kolejną - do skutku, jeśli naprawdę mi zależy. U nas było inaczej. Problemy czy porażki najczęściej były zakopywane pod dywan. Podobnie, jak i sukcesy, którymi nie warto było się chwalić, bo co sobie pomyślą inni?

 

Jak każda nastolatek szukałam siebie. Byłam otwarta na ludzi, możliwości i na okazje, które mnie spotykały. Tak właśnie poznałam świat imprez do białego rana, narkotyków i ludzi, dla których marihuana była jak lekarstwo - na lepszy dzień i na lepszy sen. Ile ja się nasłuchałam bzdur na swój temat: „Z takiego dobrego domu, a zadaje się z ćpunami. Pewnie też bierze”. Ale ja nie brałam, nie przekroczyłam tej granicy. Dorośli nie rozumieją, że marihuana, dopalacze, smartfony czy alkohol, to jedynie ucieczka od problemów, braku zrozumienia i samotności. Od życia, które zamiast ich inspirować oraz rozwijać, boleśnie podcina im skrzydła.

 

 

Jak każda nastolatka chciałam też być kochana. W wieku 18 lat zakochałam się po uszy w chłopaku z mrocznego świata. Kto wie, może to właśnie w nim podobało mi się najbardziej? Był znany w całym mieście, zabawny, odważny, a do tego świetnie tańczył i miał piękne niebieskie oczy. Nigdy nie patrzyłam na niego, jak na człowieka z przeszłością, który handlował narkotykami i miał wyrok w zawieszeniu. Przede wszystkim widziałam w nim wartościowego człowieka, który chce zmienić swoje życie. Tak mi mówił, do tego dążył, i ja początkowo w to uwierzyłam. Dopóki nie zaczął wymykać się w nocy na imprezy i podrywać inne dziewczyny. Dopóki też nie zaczął mnie oszukiwać oraz poniżać słowami. Kolejny raz nieświadomie padłam ofiarą manipulacji, a także przemocy emocjonalnej. Ale nie to było najgorsze. Pół roku po tym, jak uklęknął przede mną i wręczył mi pierścionek zaręczynowy, zostałam zdradzona. Natomiast trzy miesiące później okazało się, że zostanie ojcem.

Ta historia długo się za mną ciągnęła. Sprawiła, że przez lata byłam zamknięta na relacje i przestałam wierzyć w ludzi. W to, co do mnie mówili...

 

Najbardziej bolesne są rozczarowania

 

Wyjazd do większego miasta (na studia) był dla mnie przepustką do wolności i nowego, nieznanego dotąd świata. Czym się okazał? Prawdziwym polem bitwy. Nigdy nie przeżyłam studenckiego życia i szalonych imprez w akademiku. Za to szybko stałam się niezależna. Chciałam udowodnić rodzicom, że jestem dorosłam i poradzę sobie SAMA. Dlatego jeszcze na studiach wkroczyłam do świata handlu, rozpoczęłam pracę w korporacji i życie na walizkach. Wierzyłam, że to moja szansa na lepsze życie. Bo przecież nigdy nie wiesz, co się wydarzy lub kogo spotkasz na swojej drodze. Jednak z biegiem czasu ta właśnie szansa pogłębiała mój brak poczucia bezpieczeństwa i zagubienie.

 

Pamiętam dzień, w którym obudziłam się cała zapłakana. Kompletnie nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Od razu zadzwoniłam do znanej mi psycholog i poprosiłam o ratunek. Rozmowa z nią trwała aż trzy godziny. Dzięki niej zrozumiałam, że właśnie przechodzę załamanie nerwowe. To był dla mnie SZOK. Pozornie miałam „wszystko”, o czym większość moich znajomych marzyła – kochającą rodzinę, pieniądze, markowe ubrania, liczne podróże na koncie, grono przyjaciół. Tak wtedy myślałam o tych ludziach, jednak rzeczywistość sprowadziła mnie na ziemię. Raz moja przyjaźń była warta 3 tysiące złotych, drugi już 7. Tyle liczyłam się dla „przyjaciółek”, z którymi robiłam interesy. To było bolesne rozczarowanie, ale nie dałam tego po sobie tego poznać. Grałam, nakładałam maskę na twarz i robiłam dobrą minę do złej gry. Do momentu, kiedy zapadała noc i powracała Małgośka, która nie musiała już nikogo udawać. Wtedy okrywałam się kołdrą, przykładałam głowę do poduszki i płakałam. To był mój sposób na poradzenie sobie z bezradnością, niewiedzą i tęsknotą za miłością. Pragnęłam jej, tak jak i tego, by nareszcie znaleźć swoje miejsce na ziemi.

 

Skąd wiesz, że nadejdzie jutro…?

 

Zanim poznałam smak tego wymarzonego życia, musiałam zobaczyć śmierć w oczach, by w końcu przestać gonić za pieniędzmi i zacząć ŻYĆ.

To był 2016 rok. Normalny dzień, normalny powrót z delegacji do domu. Nagle zobaczyłam, jak Bartek (mój kierowca) pędzi na jadącą przed nami cysternę 160 km/h. Gdybym nie krzyknęła do niego: „Bartek uważaj!”, dziś by już mnie nie było. Miałam wtedy 28 lat i całe życie przed sobą. Tyle marzeń oraz pragnień, które ciągle odkładałam na później.

 

Tego wieczoru wróciłam do pustego mieszkania, w którym nikt na mnie nie czekał. I to był dla mnie kolejny cios. Życie pędziło jak szalone, a ja razem z nim zapominając o tym, co dla mnie ważne. Dlatego obiecałam sobie, że to koniec, że czas naprawdę zawalczyć o SIEBIE.

Z dnia na dzień odeszłam z pracy i w końcu zaczęłam żyć. Wyjechałam do mojej wymarzonej Hiszpanii, aby nabrać dystansu do tego, co się wydarzyło. Nie miałam planu B, nie wiedziałam co będzie dalej…

 

PS Drugą część mojej historii znajdziesz tutaj: 

>>> Życie daje nam znaki - nie przegap ich! <<<

 

PS 2 Daj się poznać i napisz coś o sobie w komentarzu.

Zostań tutaj ze mną!

 

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Dziewczyna w trampkach!

SOS New BD

Zapisz się na mój Newsletter i pobierz bezpłatny poradnik "SOS Dla Rodzica i Nastolatka"

Zapisuję się!
Komentarze do wpisu:
"Ile musi znieść człowiek, by zacząć wszystko od nowa?"

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2016-2022 Dziewczyna w Trampkach - Małgorzata Kapuściak. Wszelkie prawa zastrzeżone!
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram